TROJKA

Autor: Adrian Hyrsz, Gatunek: Proza, Dodano: 02 marca 2011, 11:53:24, Tagi:  remiks 2011

 

 

1. Śmierć z kosą*

 

 

23  września zaczęła zbierać bawełnę na własnej działce i w ciągu dwóch dni zebrała osiemnaście ton. Wieczorem wręczono jej proporczyk sowchozowy. Następnego dnia przyjechali goście z ośrodka rejonowego, z Baku. Sewil nie zatrzymała swojej maszyny, skinęła im tylko głową z wysokiego pomostu. Zapadł wieczór. Na obozowisku polowym gotowano kolację.

 

- Sewil, kończ!

- Zaraz, tylko jeszcze jeden raz zawrócę...

 

Mała siostrzyczka chciała się wdrapać na pomost, ale Sewil ofuknęła Sonę i nie wzięła jej. Pojechała daleko, na przeciwległy skraj pola.

 

Upłynęła godzina. Słychać warkot silnika, ale maszyna stoi w miejscu. Wołać nie ma sensu. Traktorzysta Ganimat pobiegł, żeby się dowiedzieć, co to właściwie znaczy.

 

Stało się to w odległości mniej więcej trzydziestu kroków od drogi, pod płaczącą wierzbą. Sewil zauważyła na tarczy przy kierownicy sygnał oznaczający, że zatkała się lewa strona komory wlotowej. Dziewczyna zatrzymała maszynę, ale nie wyłączyła aparatu, zeszła z pomostu, zbliżyła się do komory, przykucnęła i otworzywszy okienko usunęła zanieczyszczenia. Kiedy wstawała, dotknęła karkiem wału napędowego. Sewil miała długie warkocze. Wał je wciągnął.

 

Sewil miała 23 lata, kiedy zginęła. Nie wie, że w Stepie Mugańskim jest teraz sowchoz imienia Sewil Gazijewej, że nadano jej pośmiertnie tytuł Bohatera Pracy Socjalistycznej, a w Baku, na skwerze jej imienia, przed rzeźbą z brązu przedstawiającą jej głowę z warkoczami, co przywarły do ściany, chłopcy i dziewczęta składają przysięgę na wierność Leninowskiemu Komunistycznemu Związkowi Młodzieży. Sewil nie wie, że jej siostra Sona i brat Ibrahim ukończyli szkołę i podobnie jak ona zasiedli przy kierownicy maszyn do zbioru bawełny.

 


* gra słów - w języku rosyjskim kosa oznacza warkocz

 

 

 

2. Sama skóra i kości

 

 

Planu dostaw nie można było oczywiście wykonać - zasiewy się zmniejszyły, urodzajność zmalała, skąd wziąć to morze ziarna kołchozowego? A więc widać schowali ziarno niedobici kułacy, nieroby! Kułaków usunięto, ale duch kułacki pozostał. Chłopom na Ukrainie w głowie tylko własność prywatna.

 

Kto zarządził to morderstwo masowe? Często myślę: czyżby sam Stalin? Chyba takiego rozkazu jak Rosja Rosją nigdy nie było. Takiego rozkazu nie tylko car i Tatarzy, ale i okupanci niemieccy nie wydali. A rozkaz - wytępić głodem chłopów na Ukrainie, nad Donem, Na Kubaniu, zabić wszystkich, najdrobniejsze dzieci także. Polecenie było, żeby zabierać również cały zapas nasion. Szukali ziarna, jakby to było nie zboże, ale bomby czy broń. Ziemię całą podziurawili bagnetami, wyciorami, wszystkie piwnice przekopali, podłogi łamali, w ogrodach szukali. Niektórym zabrano ziarno, jakie mieli w chatach wsypane do dzbanów, do niecek. Jednej kobiecie zabrali chleb upieczony, zaladowali na wóz i też powieźli do Komitetu Rejonowego. W dzień i w nocy skrzypiały wozy - kurz się unosił nad ziemią, a elewatorów nie było. Zsypywano ziarno prosto na ziemię, naokoło chodzili wartownicy. Ziarno przed zimą zwilgotniało na deszczu, zaczęło gnić. Nie starczyło władzy radzieckiej brezentu, żeby chłopski chleb przykryć.

 

 


3. Szkielet z kości słoniowej

 

 

Siedemnastego sierpnia 1933 roku znalazł się Darmołatow na statku "J. W. Stalin", wśród niemal dwudziestu pisarzy, którzy udali się na zwiedzanie właśnie ukończonego Kanału Białomorsko-Bałtyckiego. Nagle postarzały Darmołatow nosi teraz bokobrody à la Puszkin. W białym ubraniu, w rozpiętej koszuli, stoi na pokładzie oparty o poręcz, wpatrzony w pustkę. Wiatr we włosach Wiery Imbier. Bruno Jasieński (drugi od lewej) podnosi rękę, wskazując niewidoczny, zamglony brzeg. Z dłonią przyłożoną do ucha Zoszczenko usiłuje rozpoznać melodię graną przez orkiestrę łagierników.  Wiatr i woda wylewająca się ze śluzy rozpraszają dźwięki.

 

Istnieją niedwuznaczne dowody na to, że już wtedy ogarnęła Darmołatowa mania: mył ręce spirytusem i w każdym widział donosiciela. Donosiciele tymczasem przychodzili bez zapowiedzi i bez pukania, przebrani za miłośników poezji w kolorowych krawatach lub za tłumaczy z miniaturowymi wieżami Eiffla z żółtej blachy, czy wreszcie za hydraulików z wielkim rewolwerem w tynej kieszeni zamiast klucza francuskiego.

 

W listopadzie Darmołatow trafia do szpitala, na leczenie snem. W sterylnym krajobrazie sal szpitalnych przespał całe pięć tygodni i od tej pory jakby przestał do niego docierać zgiełk świata. Nawet straszna gitara hawajska poety Kirsanowa, wyjąca za parawanem, została ściszona za pomocą waty z cienką powłoką woskowiny. Dzięki pośrednictwu Związku Pisarzy pozwolono mu bywać dwa razy w tygodniu na miejskiej ujeżdżalni. Ociężały, otyły, z pierwszymi oznakami słoniowacizny (elephantiasis), kłusował na starym, spokojnym koniu.

 

Latem 1947 roku przyjechał do Cetinja, na stulecie poematu  Górski wieniec Njegoša, którego fragmenty zdaje się tłumaczył. Chociaż już leciwy, niezgrabny i ociężały, przeszedł jak młokos nad czerwoną jedwabną wstęgą, która okazałe krzesło Njegoša, podobne do tronu jakiegoś boga, oddzielała od poetów i zwykłych śmiertelników. 

 

Stałem z boku (ja, który to opowiadam), patrząc jak poeta-samozwaniec kręci się na wysokim, ascetycznym krześle Njegoša. Korzystając z tego, że wszyscy klaszczą, czmychnąłem z sali portretowej, by nie być świadkiem skandalu, jaki wywołała interwencja mojego wuja, kustosza muzeum. Pamiętam jednak całkiem na pewno: między rozsuniętymi nogami poety, pod wytartymi spodniami, uwydatniła się potworna obrzmiałość.

 

Ostatnie lata życia, zanim okrutna choroba przykuła go do łóżka, spędził w ciszy, przeżuwając słodkie wspomnienia młodości.


 

Post scriptum

 

W literaturze rosyjskiej pozostaje jako fenomen medyczny - przypadek Darmołatowa wszedł do wszystkich współczesnych podręczników patologii. Zdjęcie jego jąder, rozmiaru największej kołchozowej dyni, przedrukowuje się w zagranicznych wydaniach naukowych, wszędzie tam, gdzie jest mowa o elephantiasis (elephantiasis nostra); także jako przestrogę dla pisarzy - że nie wystarczy mieć jaja, aby pisać.

 

 


1. Ija Meschi, Pojechaliśmy do Sewil (z czasopisma "Literatura Radziecka", 4/1971)

 

2. Wasilij Grossman, Wszystko płynie (przełożyła Wiera Bieńkowska)

 

3. Danilo Kiš, Grobowiec dla Borysa Dawidowicza (przełożyła Danuta Cirlić-Straszyńska)

 


Komentarze (4)

  • Adrianie co za remiks!!! Miodrag Bulatovic mi sie tez skojarzyl...

  • A to szperacz! (Adrianek - oczywiście)

  • "Czyż nie tak samo i ty, Rosjo, pędzisz jak dzielna nieprześcigniona trójka?" Mikołaj Gogol, Martwe dusze.

    Taki punkt wyjściowy, a teraz proszę łamać głowy co didżej miał na myśli.

  • *trójka czyli rosyjska "trojka" - trzy konie w zaprzęgu, najczęściej spotykany zestaw napędowy powozów w carskiej Rosji.

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się